No właśnie. Jak to jest? Growa? Czy takie słowo w ogóle istnieje? Gracze w swoim środowisku używają wiele dziwnych słów, często też korzystają z nich na co dzień. Uważam się za gracza i sam się na tym łapię, nie mniej wiem, jaki to może sprawić problem osobie, która takim językiem się nie posługuje.
Gracze korzystają z wielu dziwnych sformułowań, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Gwarantuję też, że gracz graczowi nie równy. Zupełnie innym językiem posłuży się gracz, który gra w symulatory piłki nożnej, niż ten, który gra w gry typu RPG (Role Play Games). Jeszcze inaczej gracz casualowy (czyli codzienny), a ten który gra w turniejach prezentując swoje
umiejętności.
Myślę, że mowę graczy można rozbić na wiele kategorii, ale spróbujmy się skupić na tych które wydają mi się tymi najbardziej wybijającymi się ogólnymi:
- stwierdzeniami,
- skrótami,
- skrótowcami,
- zapożyczeniami,
- nawiązaniami,
- mieszankami powyższych,
- mową gracza codziennego,
- mową gracza zaawansowanego/profesjonalnego,
Postaram się przybliżyć to ciekawe zjawisko, które powstało na przełomie kilkudziesięciu ostatnich lat. Przedstawię mój punkt widzenia na sprawę, a także ukazać pewne zasady, które panują nad tym zagadnieniem.
Ogólnie rzecz biorąc
Growo słów kilka…
Slang “growy”, takie słowo mocno zakorzeniło się w umysłach graczy. Do tej pory nie istniało, ale nie mieliśmy też przymiotnika, który określałby właśnie coś “growego”, czyli związanego z grami. Powstaje wiele filmów, opracowań, grup czy nawet zawodów tematyki growej. Jest to taki nasz neologizm dzięki, któremu żyje się łatwiej. I właśnie tak działa cała
nasza społeczność. Posługujemy się słowami, które w krótki, a przy okazji często fajnie brzmiący sposób, opisują jakąś sytuację. Dla porównania.:
“Przeciwnik porusza się tym krzywym korytarzem na dole, zabił już dwóch po drodze i idzie zakodować bombę na punkcie A. Powinien mieć mało życia.” jest przecież dużo cięższe do powiedzenia w sytuacji stresowej niż: “Enemy na bananie, ma 2 fragi i plantuje pakę na A, jest low.”
Wydaje mi się, że nasz sposób komunikacji wyniknął właśnie z dużej ilość informacji, które chcielibyśmy sobie przekazać dla wspólnego dobra, a potem ewoluował także w środowisku codziennym. Każdego początkującego gracza, który podejmuje się tematu gier multiplayer prędzej czy później spotyka sytuacja, w której poczuje się jak żółtodziób, bo nie zrozumiał komunikatu. Chwila zastanowienia. No tak. To może być to. Czasem się pokojarzy, a czasem nie, ale to jest właśnie piękne.
Grając w gry nikt nie tłumaczy, co właśnie powiedział dopóki ktoś inny tej osoby o to nie spyta. Nie ma szkół językowych dla graczy, nie ma tutoriali na YouTube “Jak mówić w slangu graczy w 24h”. To jest nasza mała kultura, mały powód do dumy i coś, co nas łączy. Możemy się nie lubić, możemy też często odreagowywać na przypadkowych osobach, ale to też jest chyba coś, co każdy gracz rozumie. Czasem to pomaga, pozwala się zresetować i wrócić do ‘reala’, w końcu pewnie nigdy więcej nie spotkasz osoby, którą właśnie poznałeś przez system losowania, a dużo graczy jest otwartych na czyjeś problemy – mimo
wszystko właśnie przez to z niejednym z nich trzymam kontakt do dzisiaj. Poczucie anonimowości czasem prowadzi do niepotrzebnej agresji. Wracając do tematu growy język – piękny język.
Growe skróty…
Kombos w rogalikowym hubie…
Dla wielu ze środowiska poza growego to stwierdzenie brzmi dziwnie. Kombos, co to? Kombajn? Kompot? Komandos? Dobra, rogalik to chyba takie jedzenie, a huba jest w lesie na drzewach. Ale to zdanie przecież nie ma sensu. Już tłumaczę – kombos to kombinacja ciosów, klawiszy czy układ czynności, które trzeba wykonać tak, aby osiągnąć jakiś efekt. Czy to mocniej skrzywdzić przeciwnika, czy zdobyć więcej punktów… Nieważne. Rogalik to skrót powszechnie znany dla gier typu Roguelike, czyli zawsze zaczynających się od początku. Postęp jest możliwy, acz schemat rozgrywki opiera się na kolejnym run’ie (kolejny skrót, tym razem dotyczący rozpoczęcia rozgrywki od początku), gdzie wszystkie statystyki i przedmioty trzeba zdobyć od nowa. HUB z kolei można tłumaczyć jako miejsce, w którym wszystko się zaczyna. Jest to przestrzeń, w której wybieramy poziom, zarządzamy ekwipunkiem, czasem uczymy się nowych rzeczy, czy po prostu siedzimy w poczekalni przed faktycznym meczem zanim zbiorą się inni gracze. Znowu mogę użyć przykładu – “Ostatnio nauczyłem się kombinacji
ciosów w pewnej nowej grze opierającej się na jej ponownym przechodzeniu od “Dream Games” po prostu siedząc na początku w poczekalni!” można zastąpić krótszym “Ogarnąłem kombosa w nowym rogaliku od Dreamów jeszcze siedząc w hubie!”. Proste prawda? Gracze uwielbiają skróty.
Rozgrywka w wielu tytułach jest bardzo dynamiczna, tym samym można bardzo łatwo wygrać grę tylko dlatego, że Twoja drużyna potrafi się szybciej komunikować. W miejscu, w którym sytuacja potrafi zmieniać się w ułamku sekundy szybka komunikacja to klucz do sukcesu. Trzeba to robić zarówno szybko i dobrze w czym bardzo pomagają skróty.
… i growe skrótowce
AFK, so BG in MOBA …
Skrótowce bardzo mocno wiążą się z zapożyczeniami. Najczęściej powstają właśnie od angielskich stwierdzeń takich jak AFK – Away From Keyboard, BG czyli Bag Game czy MOBA – Multiplayer Online Battle Arena. Nikt nie lubi kiedy gra jest P2W czyli Pay To Win (gracze płacący gotówką mają ogromną przewagę nad tymi, którzy grają bez jej użycia), za to zdecydowana
większość uwielbia PvP czyli Player vs Player, gdzie gra nabiera tempa grając na prawdziwego gracza. Gry AAA (lub Triple-A), czyli gry wielkobudżetowe od ogromnych marek są bardziej podatne na UB (określenie oznacza Unbalanced, czyli niektóre z czynników gry są za mocne, inne za słabe), lecz mają więcej trybów rozgrywki jak CTF (Capture The Flag), czy DM (Deathmatch). Nawet przyciski myszki mają swoje określenia tj.: LPM (Left Mouse Button), PPM (analogicznie). W grach często pojawiają się różne zdolności, które pozwalają ograniczyć pole manewru przeciwnika, popularnie nazywane cecekami od CC (Crowd Control). Najsmutniej się robi kiedy dostajemy LAGi, czyli opóźnienie, latencję naszych działań, a już zupełna kaplica jest, kiedy okaże się, że mamy DCka (skrót od Disconnect, określenie uniwersalne dla gier sieciowych, oznaczające rozłączenie się z grą lub utratę połączenia z internetem). Można by tak wymieniać godzinami, ale nie o to tutaj chodzi. Zupełnie tak, jak z skrótami – takie słownictwo lubi się przewijać także w życiu codziennym, wielokrotnie spotkałem się i spotykam się nadal, że jeśli ktoś przysnął to jest AFK, kiedy chodzi zmęczony to znaczy, że ma lagi, czy też popularne w
życiu studenckim określenie, że ktoś zaliczył zgona (głęboko chcę wierzyć, że pierwszy raz tego określenia użył gracz).
Zapożyczenia, po co to?
W Polsce jesteś, po polsku mów!…
Bardzo często, a przynajmniej w środowisku osób starszych (mimo wszystko to nie jest reguła) spotykam się z tym określeniem. Ludzi starszych irytuje to, że nie komunikujemy się z nimi tak, żeby nas rozumieli. Ale to samo wychodzi. Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni, ciężko tego unikać, a kiedy chce się porozmawiać z kimś starszym, to mózg pracuje na najwyższych obrotach. Naprawdę podziwiam moich dziadków za to, że są wyjątkiem od zasady, jakoś szybko pokojarzyli o czym mówię, zainteresowali się i sami zaczęli używać wyrazów przez, które czasem mam ubaw po pachy.
Kiedyś jechaliśmy razem z babcią na zakupy, a kiedy zaczęliśmy rozmawiać o zrobionym przeze mnie rok temu prawku
usłyszałem pytanie “To jak Mati, pewnie już Cię nikt nie hejtuje, bo jeździsz dobrze!”. Ciężko było się opanować ze śmiechu, bo zwyczajnie nie spodziewałem się tego z jej ust. Kocham babcię, ale odbiegliśmy trochę od tematu.
Wydaje mi się, że gracze mieli ogromny wkład w zakorzenienie się wielu zapożyczeń. Czasem niektóre słowa przychodzą szybciej do głowy w innym języku, a jak już wcześniej zauważyliśmy szybka komunikacja w grach się bardzo przydaje. Innym aspektem, przez który używa się zapożyczeń są gry multiplayer, w które można grać przecież nie tylko z Polakami, a komunikować nadal się trzeba.
Zazwyczaj wtedy używa się angielskiego, a to zwyczajnie zostaje w podświadomości. Sam po sobie wiem, że jeśli przyzwyczaisz się do jakiejś gry gdzie dużo się rozmawia po angielsku to grając potem z polskimi przyjaciółmi łapiesz się na tym, że mówisz do nich po angielsku, a oni się śmieją. Co zrobić, sam się śmiejesz. A potem jakieś słowa zostają i się nimi wspólnie zarażacie. Ktoś dednął (od angielskiego dead), jeszcze ktoś inny umarł od DOTki (Damage Over Time, czyli np.: pali się, bo wszedł w ognisko), czy w danym miejscu jest dobry drop (ogólne określenie odnoszące się do przedmiotów “upuszczanych” przez zabijanych w grze wrogów).
FAKER, FAKER!
Powiem tak, bo inni tak mówią
Domeną nie tylko graczy, ale też internautów i chyba po prostu wszystkich ludzi jest przybieranie aktualnych trendów. Określenia takie jak LOL (Laughing Out Loud – śmiać się na głos), ROFL (Rolling On Floor Laughing – tarzać się po podłodze ze śmiechu), czy LMAO (Laughing My Ass Off – śmiać się do rozpuku) mimo, że często nieznane od podszewki są używane praktycznie przez wszystkich na czatach, komunikatorach tekstowych i growych. Chyba nie musiałem nikomu tłumaczyć ich znaczenia, mimo, że tak właściwie to zrobiłem, ale przez wiele lat korzystałem z określenia LMAO wiedząc kiedy powinienem go użyć właściwie nie wiedząc co kryje się za jego rozwinięciem. Trochę też tak jest z wieloma innymi skrótami, jak YOLO (You Only Live Once – żyjesz tylko raz), czy SWAG (co ciekawe skrót ten znaczył na początku “Secretly We Are Gay”, ale w
popkulturze przyjął się jako termin na lansowanie się czymś, z czasem został uśmiercony na rzecz “flexowania” się), ale mam też na myśli trochę inną sytuację.
Bardzo często osoby sławne w środowisku umyślnie lub mniej umyślnie wymyślają wyrazy, które potem wchodzą do użytku codziennego. W sumie ciekawa sprawa, tak się składa, że przytaczam to zjawisko, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnego charakterystycznego słowa. Trochę tak właśnie z nimi jest, kiedy nadarza się jakaś konkretna sytuacja, to wszyscy o nich pamiętają, ale gdy próbujesz sobie je przypomnieć to nagle jesteś na środku pustyni, wszędzie wiatr i śladu nie ma żadnego słowa. Znowu popłynąłem, cóż, może przynajmniej ktoś się uśmieje czytając to co napisałem. O, to może inaczej.
Mam kolegę, z którym miałem okazję grać przez kilka lat w Counter-Strika: Global Offensive – kiedyś wysłał mi filmik
z komentatorem, który robił to w naprawdę zabawny sposób, po każdym fragu (czyli zdobyciu przez kogoś zabójstwa na przeciwniku) wypowiadał charakterystyczne “BABAAM!”, które zostało potem z moim przyjacielem na lata. Do dzisiaj mam ubaw kiedy słyszę to od kogoś naprawdę przypadkowego, a on nadal śmieje się, jak dziecko i do końca meczu krzyczy
w kółko tylko to jedno nieszczęśliwe “BABAAM”. Cóż, gracze.
Ośla łączka, czy e-sport?
Sprawdźmy
Catwalk, positioning, prefire, timing, banana, switcher, smokespot, pits, ganks, exping, labing, taxing, countering, crowd controlling, strafing. Dużo ciekawych, na pierwszy rzut oka trudnych słów. Podejrzewam, że jeśli chodzi o granie trzeba znać bardzo dużą dawkę dziwnych wyrazów, czasami prostych nawiązujących do czegoś, a czasami totalnie wymyślonych na
potrzeby komunikacji w grze. To właśnie tym różni się gracz początkujący od wieloletniego weterana. Komunikacja graczy najwyższego poziomu czasami brzmi, jak rozmowa kosmitów, trochę przykład rogalika w hubie. Zapewniam, że powiedzenie: co kraj to obyczaj, nadaje się do użycia wymiennie: z co gra to słownik.
Zupełnie inaczej komunikują się osoby w grach typu RPG gdzie buduje się własną postać, wciela się w nią i wykonuje np.: rajdy, czyli ataki grupowe na dużo silniejszego przeciwnika niż którykolwiek z nich, a inaczej np.: w grach FPS czyli First Person Shooter, gdzie wcielacie się w jakąś stronę konfliktu. Jedno jednak ich łączy, przy dużym stażu i ogromie włożonego czasu komunikacja w danym środowisku rozbudowuje się, bez tego te gry byłyby na wiele niższym poziomie. Mówi się o sekretnych taktykach i planach poszczególnych zespołów esportowych – używają oni własnych określeń analizując godzinami mapy, które po użyciu na zawodach są podłapywane przez graczy i inne zespoły nierzadko wchodząc na stałe do gry. Najczęściej można się ich nauczyć będąc zmieszanym z błotem przez innego gracza z racji na to, że nie dostosowaliśmy się do info, które podał lub od kogoś milszego, przez co wraz z postępem gry uczymy się coraz więcej. Nasz zasób słownictwa rośnie, a my stajemy się coraz bardziej wciągnięci przez nowy język, co powoduje wyciąganie tego na światło codzienne. Oczywiście nikt nie użyje sformułowania expić w świecie realnym, bo odnosi się do zdobywania doświadczenia poprzez przykładowo zabijanie potworów, ale wiele razy spotkałem się z określeniem, że jeśli ktoś się czegoś uczy, albo jest już w tym dobry to znaczy, że podnosi sobie skilla/ma go.
Achievement:
To już jest koniec.
Chciałbym zaznaczyć, że aby nauczyć się słów, których używają gracze należałoby po prostu grać w gry. Nic nie zapewni tak szybkiego poznania tego świata jak odczucie pewnych zjawisk na własnej skórze. Chciałbym życzyć każdemu, kto to przeczyta masy headshotów, punktów, killi, bramek, trafień, dropów, expów i innych takich.
Pamiętajcie, że gracze to też ludzie i mimo swoich dziwnych słów mają często na myśli dokładnie to, co pozostali, a często nie panują nad doborem słów z racji na ogrom czasu poświęconego na gry. Zachęcam do zgłębienia tematu na własną rękę, a tym czasem pozdrawiam i życzę świetnej zabawy.