Anna Pawlak
Dyrektor Biura Rektora i Administracji
Jestem absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, kierunku zarządzanie i marketing na Wydziale Prawa. Z Uczelnią związana jestem od 14 lat, wcześniej przez 8 lat z Vox-em. Moją największą miłością jest córka Natalia, a pasją podróże i off-road’owa jazda po górach i bezdrożach.
Motto to słowa Konfucjusza: „Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się, gdy uświadomi sobie, że ma jedno”. Zgadzam się z nim bezapelacyjnie.
Telefon wydaje charakterystyczny dźwięk.
Z filiżanką świeżo zaparzonej kawy, której zapach błyskawicznie wypełnia całą kuchnię, idę do dużego pokoju mojego mieszkania na Ratajach. Podnoszę telefon, czytam sms i… z wrażenia mało co nie rozlewam kawy.
Czuję, jak gorąca fala niepokoju rozlewa się po moim ciele. Wybiegam na balkon, tam mam najlepszy zasięg. Dzwonię do Agaty.
– No hej, co tam? – słyszę w słuchawce.
– Nie uwierzysz – mówię.
– Co się stało? – pyta zaniepokojona, wyczuwając moje zdenerwowanie.
– Dostałam sms od prorektora. Napisał „dziękuję” i tylko to – odpowiadam pośpiesznie.
– No i? – pyta Agata.
– Co, no i? Coś zawaliłam! Coś jest nie tak! Skąd to „dziękuję”? – wyrzucam z siebie niepokój.
Rozmowa niewiele mi rozjaśnia. Agata nie rozumie, co mnie zdenerwowało. Kończę rozmowę i siadam na kanapie. Już na spokojnie myślę, skąd to prorektorowe „dziękuję”? Prorektor poprosił mnie o zakup biletów na pociąg. Nie widzieliśmy się, więc wydruki położyłam na jego biurku. Gdy przyszedł po południu, zobaczył bilety i… najzwyczajniej w świecie podziękował.
Po prostu.
Pracowałam wtedy w Biurze Rektora Collegium Da Vinci jako asystentka. To nie był najlepszy moment w mojej zawodowej karierze. Myślałam o zmianie pracy. Chciałam robić to, co lubię, czuć, że rozwijam skrzydła, a czułam się jakby ktoś wyrywał mi pióra. Jakbym była przezroczysta, niewidoczna, nieważna.
Długo myślałam, dlaczego nie potrafię odczytać znaczenia słów takimi, jakie są, że słowo „dziękuję” sprawia, że wpadam w panikę. Dlaczego tak mnie to porusza?
Rozmowa z samą sobą okazuje się ważna. Uświadamiam sobie, że w mojej pracy jest jednak ktoś, kto mnie dostrzega, szanuje. Prorektorowi chciało się wziąć telefon do ręki, wystukać tych osiem liter i wysłać sms. Przecież nie musiał tego robić…
Było to takie prawdziwe „dziękuję”, otrzymane po południu, z prywatnego telefonu. Było dla mnie.
Zdarzy się tak, że jeszcze drugi raz usłyszę od niego dziękuję. Jednak okoliczności będą zupełnie inne.
Jest czerwcowa niedziela. Mieszkam wtedy za Poznaniem. Dom pełen ludzi, rumiane mięso na grillu prawie gotowe, dzieci biegają po trawie, głośno się śmiejąc. W beztroskę wbija się dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu widzę znany numer, dzwoni prorektor. Odbieram, mówiąc radosnym głosem: cześć!
Siedzisz? – pada z drugiej strony.
Na moje lekko zdziwione „nie”, słyszę od Pawła – to usiądź, proszę.
To, co mówi za chwilę, zmienia życie wielu osób.
Paweł stracił w wypadku samochodowym dwie bliskie mu osoby.
Nie słyszę już dzieci bawiących się w ogrodzie, nie czuję zapachu grilla. Nieważne jest to, że dom pełen gości, nieważne, że to niedziela. Myślę tylko, że zrobię wszystko, by mu pomóc…
To jest najgorszy i najtrudniejszy tydzień w mojej pracy. Powiadamiam kogo trzeba, przeorganizowuję pracę na uczelni, rozdzielam obowiązki. Tak, jak przewiduję, Paweł dzwoni i prosi o pomoc w różnych sprawach, m.in. w urzędach. Do tego trzeba skupienia i cierpliwości. Ale nie ma rzeczy niemożliwych. No i nie jestem sama. Są ze mną inni pracownicy, i co ważne, wszyscy chcą pomóc. Robimy wszystko, żeby uczelnia trzymała kurs i żeby nie kołysało za mocno.
Gdy po tygodniu Paweł wraca do pracy, słyszę „dziękuję”. To drugie „dziękuję”, jest dla mnie równie ważne, co pierwsze, ale jest inne.
Odpowiadam ze spokojem: to ja „dziękuję”, że mi zaufałeś w tak trudnym dla Ciebie momencie, i że mogłam pomóc.
To słowo zmieniło w moim życiu bardzo dużo. Oprócz pracy, codziennych obowiązków, jesteśmy zwykłymi ludźmi, niepełniącymi żadnych funkcji, bez stanowisk, po prostu ludźmi. Każdy z własną historią. Dlatego, od tamtej pory, gdy mam do czynienia z ludźmi, staram się ich nie oceniać, bo nie wiem, jaką ktoś skrywa historię, co go w życiu spotkało. Ale jeśli wokół mnie są ludzie, współpracownicy, którzy mają do siebie zaufanie, którzy potrafią się szanować i wspierać, to jest znacznie łatwiej.
Doświadczyłam tego i wiem, jaką ma moc.
Projekt „Ciekawych ludzi historie”
Historia Collegium Da Vinci to przede wszystkim historie ludzi, którzy ją tworzą – historie ludzi ciekawych, na co dzień pracujących w CDV. Wielu z nich zdecydowało się opowiedzieć o uczelni spisując swoje wspomnienia… oddając w ręce czytelników kawałek siebie. Opowieści prorektora i dziekanów, kierowników katedr i pełnomocników, a także dyrektorów i specjalistów w pionie administracji, najlepiej powiedzą Wam kim jesteśmy i jakie wspólnie tworzymy miejsce.
Publikację „Ciekawych ludzi historie” zrealizowaliśmy we współpracy z dr Moniką Górską – reżyserem, wykładowcą, autorem, mentorem, twórcą Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego online i jej Fabryką Opowieści.
Pobierz całą publikację w pliku PDF: Ciekawych ludzi historie