Kto późno przychodzi nie tylko sobie szkodzi
Z cyklu nasi studenci – nasza… zmora: student spóźniający się. Wchodzi z impetem do sali, od progu wykrzykuje: „dobryyy! pociąg się spóźnił”. Szeleszcząc ortalionem, przedziera się do ostatniej ławki. Rozlega się przyprawiające o dreszcz szuranie krzesła i dźwięk rozwieranych suwaków kurtki, następnie plecaka. Jeszcze tylko sakramentalne pytanie: „czy ma ktoś pożyczyć długopis?”, bo do listy trzeba się dopisać, no właśnie, „kto ma listę?” i „kurde, a masz chusteczkę? (kawa się rozlała)”.
Banalna, ale dobra rada dla studentów: Starajmy się nie spóźniać, nie nadużywajmy zasady „akademickiego kwadransa” i po prostu bądźmy punktualni. Jeśli jednak spóźnimy się, nie róbmy zamieszania. Zajmijmy najbliższe wolne miejsce (w pierwszym rzędzie na ogół takie są) i starajmy się zachowywać możliwie najciszej. Jeśli prowadzący nawiąże z nami kontakt wzrokowy, wystarczy skinąć głową i cicho przeprosić, bez wdawania się w wyjaśnienia, chyba że zostaniemy zapytani o powód spóźnienia. Ewentualne usprawiedliwienie zostawmy na koniec zajęć, np. na moment, w którym prosimy prowadzącego zajęcia o możliwość dopisania się do listy obecności.
Student bez okrycia wierzchniego jest mniej awanturujący się
W realiach pandemicznych szatnie są pozamykane. Oby szybko powróciła normalność, ale też stare dobre obyczaje. Niegdyś bowiem na uczelni, w bibliotece, filharmonii czy dobrej restauracji, obowiązywało korzystanie z szatni. Pozostawianie kurtek i płaszczy w szatni ma co najmniej jedną zaletę: miły dla oka ład. Piętrząca się na ławkach konfekcja czy zasnuwające podłogę, zwisające z oparć krzeseł palta, psują atmosferę skupienia na zajęciach i nie licują z godnością miejsca (i z szacunkiem). Kiedy tylko będzie to możliwe, zostawiajmy naszą wierzchnią odzież w szatni (dotyczy to także wykładowców). I nie gubmy numerków!
Czapki z głów?
Skoro wywołałam temat garderobiany, słów kilka o nakryciach głowy. Jeszcze kilka lat temu profesorowie oburzali się na widok studenta w czapce w sali wykładowej. Rozchodziło się wówczas o brak poszanowania dla instytucji (uczelnia), dla jej reprezentanta (wykładowca), ba, nawet najjaśniejszej Rzeczypospolitej (jeśli Godło wisiało na ścianie). Czy dziś przebywanie w sali zajęciowej w nakryciu głowy należy podobnie oceniać? Tu doradzałabym ostrożność i wyrozumiałość wykładowcom. Nie tylko bowiem wiek i moda rządzą się swoimi prawami, niektóre życiowe sytuacje również zmuszają nas do zakrywania głowy.
Orientuj się, czyli jak zwracamy się do prowadzących zajęcia
Warto zrobić rozpoznanie i sprawdzić, czy prowadzący zajęcia to magister, doktor, doktor habilitowany, czy profesor. Do magistrów zwracamy się pan/pani, do doktorów pani doktor/panie doktorze, do doktorów habilitowanych i profesorów – pani profesor, panie profesorze.
On mnie tyka!
A co, jeśli prowadzący mówi do nas na ty? Taka praktyka zdarza się, zwłaszcza na kierunkach artystycznych, w CDV tak bywa np. na grafice. Studenci nierzadko opowiadają mi jednak, że mają trudność z „tykaniem” swoich nauczycieli.
Nic na siłę! Jeśli nie czujemy się komfortowo w takiej sytuacji, starajmy się zwracać na pan/pani lub „bezosobowo”. Pamiętajmy także, by zaproponowaną formę zwracania się na ty stosować jedynie w bezpośrednim kontakcie z prowadzącym – w dziekanacie nie pytamy zatem o „Bartka”, tylko o pana doktora, nawet jeżeli na zajęciach mówimy do siebie po imieniu.
„Witam”? Żegnam!
A jak zwracamy się do naszych wykładowców w korespondencji mailowej? Unikajmy zwrotu „Witam”. Banalna rada, bo tyle już na ten temat napisano. Ale jak widać wciąż za mało, bo nadal napotykamy no ów nieszczęsny zwrot. Dlaczego nie „witamy” adresata naszej wiadomości? Bo stawiamy się wówczas wobec niego w pozycji wyższości.
Pisząc e-maile do pracowników naukowych uczelni, piszmy według zasady „orientuj się, kto zacz” (zob. wyżej). Jeśli z jakichś względów nie chcemy pisać „Szanowny Panie Profesorze”, albo mamy problem z ustaleniem właściwej tytulatury, lepszym wyborem będzie „Dzień dobry” (piszmy najlepiej o takiej porze dnia, w której nie musielibyśmy pisać „Dobry wieczór”).
Szanowna Pani… Profesorko?
Feminatywy stają się coraz powszechniejsze, wiele naukowczyń używa ich np. we własnych biogramach, także na CDV. Nie milknie medialny przekaz nawołujący do stosowania żeńskich przyrostków w nazwach zawodów i funkcji. Pamiętajmy jednak, że w kwestii tej nadal utrzymuje się w społeczeństwie opór. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie chirurżka czy profesorka, nawet jeśli ona sama życzy sobie być tak określana. Podkreślanie żeńskości za pomocą rzeczownika „pani”, poprzedzającego formę męską: „pani profesor”, „pani dyrektor” , to ugruntowana tendencja, która od połowy ubiegłego wieku funkcjonuje na zasadach zwyczaju językowego, mającego zastosowanie zwłaszcza do zawodów i funkcji cieszących się wysokim prestiżem społecznym („pani mecenas”). W korespondencji z wykładowcami, bezpieczniej trzymać się więc tego właśnie zwyczaju.