W ostatnim tygodniu stało się coś niebywałego, coś co sparaliżowało pracę wielu osób, coś co nie pozwoliło normalnie funkcjonować… Na godzinę z powodu awarii część Świata nie miała dostępu do usług Google. Dopiero wtedy większość z nas zauważyła, jak jesteśmy zależni od technologii i jak zapomnieliśmy, że istnieją telefony, notesy, długopisy i inne formy pracy, aniżeli praca zdalna.
Okres pandemii się przedłuża. Nic nie wskazuje na to, że zakończy się szybko. Dla wielu osób sytuacja ta całkowicie przemodelowała proces realizacji zadań zawodowych. Większość z nas pracuje w trybie home office. W związku z popularnymi usługami w chmurze użytkownicy internetu pracujący zdalnie zbierają swoje dane na dyskach w chmurze, korzystają z poczty e-mail w przeglądarce, odbywają spotkania zawodowe za pośrednictwem komunikatorów audio-wideo.
Sam jestem pasjonatem rozwiązań chmurowych. Stwierdziłem pewnego dnia, że nie potrzebuję tradycyjnego, papierowego kalendarza – przeniosłem się na Kalendarz Google. Stwierdziłem, że nie potrzebuję klienta poczty – korzystam z Gmaila. Stwierdziłem, że nie potrzebuję notatnika – zapisuję wszystko w notatkach w usługach Google. Stwierdziłem, że nie potrzebuję innych komunikatorów – Meets i Hangouts mi wystarcza. Stwierdziłem, że nie potrzebuję przechowywać danych na dysku komputera lub pendrivie (dla tych, co nie pamiętają – to taka pamięć zewnętrzna podpinana przez USB – ja już nie mam portów USB w laptopie…). Stwierdziłem, że nie potrzebuję tradycyjnej książki/notatnika z kontaktami – wszystkie zapisałem w kontaktach Google. Jest to wygodne. Pozwala na dostęp do danych i usług w każdym czasie, z każdego miejsca na świecie. To działa i pomaga optymalizować pracę. Większość osób pracujących zdalnie przerzuciła się na taką formę funkcjonowania zawodowego.
Panika, bo Pani w okienku na poczcie wywiesiła kartkę „Zaraz wracam”
Nadszedł jednak ten dzień. Skończyłem jedno spotkanie na Meets i chciałem przełączyć się na kolejne. Jednak wylogowało mnie z Kalendarza Google. Nie mogłem zalogować się na pocztę. Wpadłem w panikę. Otrzymałem 6 SMSów o treści: „Mam zajęcia, wywaliło mnie z Meets. Co robić?”, „Panie Marku, Google nie działa. Jak poinformować studentów?”, „Miałam Ci przesłać uzupełnioną tabelę, ale nie mogę się zalogować. Co teraz?”, „Chyba mi Internet siadł. Nie zobaczymy się dziś”, „Znowu jakaś awaria. Nie mogę udostępnić Ci dokumentów”. Odebrałem telefon, tłumacząc jednej z osób, że ma napisać smsa do starosty grupy i poinformować, że z powodu awarii zajęcia zostaną przełożone. Usłyszałem: „Ale ja kontakty do nich miałam na Dysku Google”. Podczas tej rozmowy miałem już 3 nieodebrane połączenia od innych, spanikowanych osób. Świat zwariował… Ja też…
Spanikowałem. “Dedlajny”, tabela ASAP do wysłania do szefa, maile, które nie mogą czekać. Usiadłem na balkonie, zapaliłem papierosa – jak zawsze w bardzo trudnej sytuacji, którą muszę przemyśleć. Wyobraziłem sobie, że muszę zapłacić rachunek na poczcie, idę do placówki, a tam kartka „Z powodu awarii placówka nieczynna do jutra”. Co zrobiłbym w takiej sytuacji? Przyszedł następnego dnia i dokonał przelewu. Świat zawaliłby się? Antarktyda stopniała i zalała kontynenty? Odłączyliby mi usługę, bo spóźniłem się jeden dzień? Nie. Wróciłbym do domu, włączył TV lub wziął interesującą książkę i zajął się czymś innym. Gdyby nie było pandemii, spotkałbym się pewnie ze znajomymi, wyszedł na spacer, robił cokolwiek. Postanowiłem więc wrócić z balkonu i włączyć Netflixa, aby obejrzeć kolejny sezon ulubionego serialu. Nie udało się – musiałem zalogować się przez konto Google, które nie działało. Stwierdziłem – sprawdzę Facebooka. Ta sama sytuacja. Co teraz? Świat się kończy? Nagle dostaję SMS od pracownika, że Google się podniósł. Minęła godzina i wszystko działa. Ludzkość przeżyła. Można pracować już normalnie.
Czy warto wrócić do tradycji?
Ta sytuacja dała mi wiele do myślenia. Życie w pędzie, “dedlajny”, “ASAPy”, natychmiastowość, szybkość, intensywność… Co się z nami stało? Nie dziwię się zatem, że zdecydowana większość raportów dotyczących kompetencji przyszłości na pierwszych miejscach nie wskazuje tutaj umiejętności obsługi sprzętu komputerowego, kompetencji technologicznych. Tego można się nauczyć. Najważniejsze obecnie są takie kompetencje, jak radzenie sobie ze stresem, elastyczność, umiejętność komunikacji, zarządzanie sobą w czasie, kreatywność. Tego powinny uczyć współczesne, nowoczesne studia wyższe. W pędzie zapomina się o tym, że nadal jesteśmy ludźmi, a Internet to tylko narzędzie, pomoc w realizacji różnych zadań.
Może warto zapisać sobie najważniejsze dane, na których chcemy pracować na dysku zewnętrznym? Może warto spisać kontakty do współpracowników w notatniku? Może warto zanotować listę „to do” na kartce na dany dzień? Nie wiem. Wiem jedno – trzeba odrobiny dystansu. Godzina opóźnienia jest ważna w dwóch sytuacjach: udzielania pierwszej pomocy oraz wyjeździe pociągiem (choć w sytuacji wyjazdu można pojechać kolejnym, jeśli na pierwszy się spóźnimy).