Rekrutacja 2026/2027 wystartowała!
Aplikuj
Blog Okiem studenta
06.07.2026

Głos pokolenia Z. Czy naprawdę jesteśmy „fasadowi”

Joanna Piotrowicz
Autorka

Rekrutacja na rok akademicki 2026/2027 trwa.

Aplikuj

W dzisiejszych czasach media wręcz huczą od opinii o tym, jak niestabilne jest pokolenie Z. Jesteśmy przedstawiani jako ludzie, którzy nie potrafią znaleźć własnej, stałej ścieżki życiowej, ponieważ – cytując znanego psychoterapeutę Wojciecha Eichelbergera „błąd czy porażka bardzo ich bolą, bo chwieją ich fasadowym wizerunkiem. Praca? Najlepiej taka, która pomoże w utrwalaniu tego wizerunku”. Czytając te słowa, próbuję zrozumieć punkt widzenia psychologów i ludzi, którzy z góry zakładają, że Gen Z to synonim porażki. Mam wrażenie, że specjaliści odpowiedzialni za wypowiedzi publiczne zbyt mocno skupili się na budowaniu własnej sławy, a zbyt mało na faktycznej rozmowie oraz zrozumieniu pokolenia, które sami określili mianem leniwego oraz bezużytecznego. To oni powinni być dla nas bezpieczną przystanią, a aktualnie częściej występują w roli sędziów. Ich wypowiedzi w programach śniadaniowych czy podcastach stawiają radykalne tezy, które mają zaszokować odbiorcę z pokolenia X czy Y, utwierdzając go w przekonaniu, że „dzisiejsza młodzież jest gorsza”. Przykro mi, że rzadko który ekspert pochyla się nad systemową przyczyną naszych lęków. Łatwiej jest powiedzieć, że boimy się porażki, bo dbamy o Instagrama, niż przyznać, że dorastamy w cieniu kryzysów klimatycznych, pandemii oraz tragicznej sytuacji ekonomicznej, gdzie „stałość” jest pojęciem abstrakcyjnym. Całkowicie ignorują fakt, że to nie my zaprojektowaliśmy ten świat. My zostaliśmy w nim uwięzieni i radzimy sobie tak jak możemy. Kiedy słyszę o naszej „fasadowości”, o której wspomina Eichelberger, pytam: a co z fasadowością ekspertów, którzy sprzedają swoje teorie w formie krótkich, chwytliwych reelsów, robiąc dokładnie to, za co nas krytykują? 

Zastanawiam się w jaki sposób mamy budować pewność siebie i rozumieć mechanizmy rynku pracy, skoro nikt nam ich nigdy cierpliwie nie wyjaśnił? 

Trudno zaprzeczyć faktom: jesteśmy uzależnieni. Widok nastolatka idącego przez miasto z głową w telefonie to norma, a brak zasięgu potrafi doprowadzić nas do szału. Jesteśmy pokoleniem FOMO (fear of missing out), które traktuje siebie nawzajem jak produkty marketingowe. Jednak czy to uzależnienie wzięło się z niczego? 

Wszyscy mówią o Gen Z, ale czy ktoś przyjrzał się rodzicom tego pokolenia? To oni często „wiszą” na telefonach, załatwiając „ważne sprawy biznesowe”, zatracając się w pracoholizmie, który jest akceptowanym społecznie nałogiem (a może i nawet wymaganym). Gdy dziecko przeszkadzało w pracy, telefon stawał/staje się najłatwiejszym rozwiązaniem. Gry, bajki, szybkie treści na TikToku czy Instagramie były łatwym i szybkim rozwiązaniem. Skoro tak nas wychowano, jak mamy z dnia na dzień odstawić to narzędzie? To tak, jakby powiedzieć pracoholikowi, że od jutra ma nie pracować, bo to złe. Nikt jednak nie wyzywa dorosłych od „leniów”, dopóki pieniądze w portfelu się zgadzają. 

Największy – moim zdaniem – paradoks pojawia się w momencie gdy spojrzymy na obecny rynek pracy. Pokolenia X i Y, które wychowały się „na podwórku” i budowały więzi twarzą w twarz, dziś zarządzają wielkimi firmami. Te firmy pragną być rozpoznawalne, co oznacza konieczność bycia w social mediach. Do kogo zgłaszają się w pierwszej kolejności? Do tych samych młodych ludzi, których wcześniej hejtowano za ciągłe wpatrywanie się w ekran. Okazuje się, że to „bezużyteczne” pokolenie jest jedynym kołem ratunkowym w sytuacjach kryzysów wizerunkowych czy problemów PR-owych. 

Z jednej strony słyszymy, że jesteśmy „trudnym pokoleniem”, a nasze CV są odrzucane, bo pracodawca boi się naszej niestabilności (lub tego, że mu ktoś ,,odpyskuje”). Z drugiej – wymaga się od nas bycia ekspertami od świata, w którym nas zamknięto, bo się w nich ,,wychowaliśmy”. 

Wbrew pozorom, my – „młodzi i bezużyteczni” – wcale nie jesteśmy waszymi przeciwnikami. Jesteśmy naprawdę „łatwi w obsłudze”, jeśli tylko poświęci nam się chwilę uwagi zamiast kolejnej dawki krytyki.

Nasza fascynacja trendami takimi jak old fashion czy vintage nie jest tylko pustą modą. To podświadoma próba zbliżenia się do czasów, które znacie z własnego dzieciństwa. Tęsknimy za światem, w którym telefon schodził na drugi plan, a relacja z człowiekiem jest najważniejsza. 

Zamiast publikować kolejne materiały, które sprawiają, że młodzi ludzie tracą resztki pewności siebie i zaczynają wierzyć, że czeka ich tylko depresja oraz samotność, zacznijmy ze sobą rozmawiać. Może gdy doświadczymy „prawdziwej rozmowy”, a nie tej przez elektronikę, obie strony zrozumieją, że fajniej jest patrzeć w oczy niż w ekran. Najpierw skupmy się na usunięciu FOMO i szczerym dialogu, a dopiero wtedy oceńcie, czy nasze pokolenie faktycznie jest takie straszne, jak o nim mówicie. 

© Joanna Piotrowicz, 7.05.2026. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone.