Rekrutacja 2026/2027 wystartowała!
Aplikuj
Blog Okiem eksperta
28.07.2021

Czy roboty odbiorą nam pracę?

Magdalena Walczak
Gość

Rekrutacja na rok akademicki 2026/2027 trwa.

Aplikuj

Pop-kultura lubuje się w wizjach świata zdominowanego przez roboty, w których człowiek gra podrzędną rolę albo wręcz zmuszony jest walczyć o życie, uciekając przed morderczą sztuczną inteligencją. Rozwój maszyn jawi się jako apokalipsa, która wygląda efektownie na srebrnym ekranie czy kartach książki, ale której niekoniecznie chciałoby się doświadczyć na własnej skórze.

Dlatego rozwój technologiczny u wielu osób powoduje ogromny lęk, dużo silniejszy niż zagrożenia takie jak globalne ocieplenie czy intensywne zaśmiecanie planety przez rozwinięte cywilizacje. Nawet jeśli nie wierzymy, że roboty postanowią nas zabić, boimy się, że odbiorą nam miejsca pracy i źródła utrzymania. Czy jednak taki lęk jest uzasadniony? Spróbujmy przyjrzeć się temu zagadnieniu na chłodno.

Robot złoży samochód i skomponuje symfonię

Postępy poczynione w ostatnich latach w dziedzinie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji są zadziwiające, a dla niektórych wręcz wstrząsające. Roboty potrafią coraz więcej i już nie ograniczają się wyłącznie do prostych, powtarzalnych czynności zaprogramowanych przez człowieka. Maszyny mogą analizować terabajty danych i podejmować na ich podstawie decyzje, służyć za wirtualnych asystentów i doradców czy wykonywać większość prac domowych. Sztuczna inteligencja mości sobie miejsce nawet na polu sztuki! Coraz częściej można spotkać się z wystawami obrazów tworzonych przez roboty, a niektóre ich dzieła osiągają zawrotne ceny. Eksperymentalnie stosuje się też algorytmy do komponowania utworów na wzór klasycznych kompozytorów czy nowoczesnych twórców muzyki filmowej i popowej. Gdzie więc pozostaje miejsce dla ludzkich pracowników? Wbrew pozorom nadal niemal wszędzie.

Maszyny zabierają miejsca pracy, ale liczba etatów rośnie?

Przyzwyczajeni jesteśmy myśleć o maszynach w kontekście likwidowania stanowisk pracy. Dotyczy to zwłaszcza takich miejsc jak zakłady produkcyjne, sklepy, urzędy, czy punkty obsługi klienta. I tutaj trzeba przyznać rację większości – owszem, prognozy wskazują, że coraz częściej proste, mechaniczne czynności będą wykonywać za nas maszyny i programy komputerowe. Już teraz spotykamy się z samoobsługowymi kasami w marketach, automatami w infoliniach i maszynami na liniach produkcyjnych. Obieg dokumentów urzędowych w dużym stopniu został zdigitalizowany i zautomatyzowany, a w dobie pandemii jeszcze więcej spraw można załatwić z pominięciem bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Ten proces będzie postępował dalej, dlatego osoby wykonujące podobne czynności w ramach obowiązków służbowych mogą poczuć się zagrożone utratą pracy. Czy jednak na pewno pozostaną bez środków do życia?

Automatyzacja wielu procesów sprawia, że firmy stają się bardziej wydajne i zaczynają zarabiać więcej. W związku z tym bogacą się ich właściciele, a pracownicy mogą otrzymywać wyższe wypłaty. Jednocześnie czas potrzebny na wykonywanie obowiązków przez specjalistów się skraca i już teraz niektóre kraje eksperymentują z wprowadzaniem krótszego tygodnia pracy czy skracaniem czasu pracy. Wizja powszechnego wprowadzenia takich zmian może wydawać się odległa i mglista, ale nie zapominajmy, że jeszcze dla naszych rodziców standardem były pracujące soboty. Do czego prowadzą nas takie zmiany? Pojawia się coraz więcej osób, które dysponują dużą ilością czasu i pieniędzy – to zaś kreuje miejsca pracy w branżach, w których można je wydać.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Mimo że automatyzacja w pewnych zawodach ogranicza rolę człowieka, prowadzi też do tworzenia i popularyzacji innych stanowisk. Najbardziej prawdopodobny scenariusz przewiduje, że coraz bardziej będą się rozwijać takie gałęzie rynku jak rozrywka i rekreacja, sport, turystyka, edukacja i opieka zdrowotna. Jako społeczeństwo będziemy mieć więcej wolnego czasu, który będziemy mogli przeznaczyć na zwiedzanie, wypoczynek czy rozwijanie swoich hobby. Można więc założyć, że wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników w szeroko rozumianym przemyśle rozrywkowym. Zauważamy to już teraz i nie chodzi wyłącznie o pracowników zatrudnionych przy tworzeniu hollywoodzkich produkcji. Coraz więcej osób zarabia na prowadzeniu kanałów na YouTubie, testowaniu lub streamowaniu gier, recenzowaniu filmów, restauracji i hoteli, prowadzeniu escape roomów, domów strachów, aquaparków, kowbojskich wiosek, mini zoo i wielu innych miejsc, w których można przyjemnie spędzić czas z przyjaciółmi czy rodziną. Kreatywność pod tym względem nie ma końca. Czasem nawet odpowiednio zaaranżowane pole lawendy staje się dochodowym biznesem jako miejsce spacerów i efektownych sesji zdjęciowych.

Amatorzy aktywnych rozrywek coraz częściej zajmują się mało popularnymi dyscyplinami sportowymi, co ciągnie za sobą potrzebę zatrudniania instruktorów i trenerów. Sport oglądany w telewizji czy na trybunach dostarcza emocji, więc rośnie liczba osób żyjących z brania udziału w zawodach, ale też ich analizowania czy relacjonowania. Wolny czas poświęcamy także na naukę nowych umiejętności, dlatego można szukać swojego miejsca zawodowego w coachingu, prowadzeniu warsztatów, kursów i szkoleń. Dodatkowo zaś dzięki rozwojowi technologicznemu w medycynie żyjemy dłużej i dbamy o siebie bardziej, co powoduje wzrost zapotrzebowania na pracowników w opiece zdrowotnej i opiekunów osób starszych.

Jeden algorytm – tysiące miejsc pracy

Wpływ rozwoju uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji na miejsca pracy można pokazać też na przykładzie rozbudowy wyszukiwarki Google i pokrewnych produktów. Rozwój internetu i lawinowe przyrastanie ilości danych w sieci spowodowały, że nieodzowne stało się stworzenie wyszukiwarek, które byłyby w stanie segregować i wartościować nieprzeliczone terabajty informacji. Doprowadziło to do wynalezienia narzędzi takich jak wyszukiwarka Google, opartych na algorytmach przemierzających sieć i oceniających zgromadzone w niej dane w kategorii przydatności dla użytkownika.

Ten algorytm to prawdopodobnie jedno z najpotężniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie narzędzi na świecie. Czy jednak jego powstanie doprowadziło do klęski bezrobocia? Wręcz przeciwnie, konieczność stałego aktualizowania i rozwijania algorytmu przyczyniła się do powstania przedsiębiorstwa liczącego dziś dziesiątki tysięcy specjalistów z całego świata. Pośrednio pomogło to także rozwinąć wiele mniejszych biznesów, chociaż z drugiej strony przyczyniło się do upadku tradycyjnej prasy. Każda firma chce, by jej strona zajmowała wysokie miejsce w rankingu wyników Google, więc coraz więcej agencji oferuje pozycjonowanie stron internetowych. Do tego zaś potrzeba wielu specjalistów: programistów, pozycjonerów, grafików, copywriterów (redaktorzy i dziennikarze bardzo często migrują do blogosfery czy copywritingu) i opiekunów klienta. Wprowadzenie reklam Google Ads jeszcze bardziej rozwinęło grono ekspertów od marketingu online – liczba osób zajmujących się uruchamianiem i optymalizacją kampanii stale rośnie.

Wpływ rozwoju technologicznego na miejsca pracy – case study Verseo

O tym, jak rozwój narzędzi Google wspomaga rozwój innych firm, najlepiej świadczy poziom miejscowych poznańskich przedsiębiorstw. Pokażmy to na przykładzie Parku Technologicznego Verseo. Jeszcze w 2013 była to raczkująca firma złożona z dwóch partnerów i komputera. Świadczenie usług z zakresu zwiększania widoczności stron internetowych pozwoliło jej jednak stopniowo wzrastać i poszerzać szeregi specjalistów, a w końcu czynić też własne inwestycje w najnowsze technologie. Ich owocem było powstanie platformy do optymalizacji kampanii o nazwie VCM. Jest to narzędzie oparte na samouczących się algorytmach, które nieustannie analizują dane o reklamach, by jak najlepiej wykorzystywać budżet przeznaczony na kampanie online.

W dużej mierze narzędzie przejęło dotychczasowe obowiązki specjalistów od Google Ads, ale paradoksalnie przyczyniło się do zwiększenia liczby stanowisk pracy. Powstał cały dział optymalizacji odpowiedzialny za analizowanie otrzymywanych wyników i rekomendowanie aktualizacji w algorytmach. Pojawiło się również zapotrzebowanie na opiekunów wciąż rosnącej liczby klientów zainteresowanych reklamami online. Dodatkowo zaś osoby odpowiedzialne za kampanie Google Ads dzięki algorytmom zyskały więcej czasu i mogły przyjąć pod swoje skrzydła więcej klientów niż dotychczas. Biorąc pod uwagę, że pracują one w systemie prowizyjnym, znacznie zwiększyło to również zarobki specjalistów.

Obecnie zyski Verseo pozwalają na czynienie kolejnych inwestycji i opracowywanie nowych rozwiązań technologicznych, które skutkują pojawianiem się coraz to nowych ofert pracy.

Nałóżmy na różowe okulary filtr rzeczywistości

Roztaczana wizja nie powinna jednak przyćmić zdrowego rozsądku. Nie można zaprzeczyć, że maszyny coraz częściej przejmują obowiązki pracowników wykonujących proste, powtarzalne czynności. Tymczasem według danych Głównego Urzędu Statystycznego na 2017 rok ponad ⅕ naszego społeczeństwa w wieku 25-64 lat ma niższe wykształcenie (podstawowe lub gimnazjalne) albo nie ma go wcale. A choć w wyniku zmian powodowanych przez uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję pojawiają się nowe miejsca pracy, często wymagają one kreatywności, umiejętności krytycznego myślenia, zdolności kierowniczych lub dużej wiedzy technologicznej. Dodatkowo w cenie jest także humanistyczne podejście, którego nie są w stanie zapewnić maszyny. Przykładowo w marketingu coraz większą uwagę przywiązuje się do wygody użytkownika i jego doświadczenia związanego z korzystaniem z danej strony internetowej czy aplikacji.

Taką tendencję wyraźnie pokazuje wzrost zapotrzebowania na audyty UX czy usługi przebudowy witryn tak, by były jak najbardziej intuicyjne w użyciu. Do takich prac również potrzeba ludzi, nie maszyn, ale ludzi kompetentnych, posiadających określony wachlarz umiejętności.

Kolejnym zagrożeniem jest to, że zaawansowane systemy, choć stają się coraz popularniejsze, nadal są kosztowne i często mogą sobie na nie pozwolić tylko najwięksi gracze w branży. Może to doprowadzać do monopolizacji niektórych gałęzi rynku przez duże korporacje i upadku lokalnych firm. Są to największe wyzwania, z jakimi przyjdzie się zmierzyć rządom państw wysoko rozwiniętych w najbliższych latach.

Jak więc rysuje się przyszłość rynku pracy?

Według raportu McKinsey&Company już obecnie 50% aktywności zawodowych może zostać zautomatyzowanych, a do 2030 roku można zautomatyzować nawet 30% godzin przepracowywanych obecnie w sumie na całym świecie. Haczyk jednak polega na tym, że techniczna możliwość nie jest równoznaczna z opłacalnością takiego rozwiązania. I nie chodzi tu nawet o kwestię wdrożenia nowoczesnych rozwiązań w firmie, a po prostu o oczekiwania konsumenta. Najzwyczajniej w świecie większość z nas lubi kontakt z drugim człowiekiem, potrzebuje interakcji polegającej na przywitaniu, uśmiechu czy krótkiej pogawędce. Sprawia nam przyjemność, gdy czujemy się otoczeni troską i opieką specjalisty, gdy ktoś okazuje nam empatię – czy to podczas nauki języka, czy zabiegu medycznego. Nie bez powodu firmy coraz częściej sprzedają nie same towary czy usługi, ale całe doświadczenia zakupowe, dzięki którym chcemy w przyszłości powracać do danej marki.

Warto też pamiętać, że obecnie w wielu krajach mamy do czynienia ze starzejącymi się społeczeństwami. Liczba emerytów w stosunku do liczby osób aktywnych zawodowo znacznie wzrasta, co może powodować problemy z pozyskaniem siły roboczej. W tym kontekście automatyzacja nie jawi się już jako zagrożenie, ale rozwiązanie problemu, który w przyszłości może stać się całkiem realny. Największa trudność dotycząca rozwoju robotyki i sztucznej inteligencji polega więc nie na ewentualnym braku stanowisk pracy, lecz na sensownym przygotowaniu do zachodzących zmian.

Pracownik jutra kształcony już dziś

Rozwój technologiczny prowadzi do ewolucji rynku pracy, która przebiega tak szybko, że może nawet zostać uznana za rewolucję. Musimy więc być gotowi na to, że za kilka lat niektóre zawody całkowicie znikną, a na ich miejsce pojawią się inne, których obecnie nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Taki stan rzeczy wymaga przystosowania procesu edukacji do całkowicie nowej rzeczywistości. Dzisiejsi uczniowie powinni nabywać w szkole i podczas studiów umiejętności, które będą doceniane u pracowników przyszłości i pozwolą im utrzymać się na powierzchni w morzu przeobrażeń. Program nauczania musi zakładać, że dzisiejsi absolwenci być może będą zmuszeni zmieniać specjalizację nawet kilka w razy w ciągu swojej drogi zawodowej. To zaś powoduje konieczność przekazywania uniwersalnych kompetencji, które będą pomocne w różnych ścieżkach kariery. Zadanie to nie jest proste i wymaga od szkół i uczelni dużej elastyczności i ciągłego śledzenia przemian na rynku pracy.

Czy więc roboty odbiorą nam pracę? Czy będą dla nas gwoździem do trumny, czy partnerem na dalszych etapach rozwoju?

Na te pytania nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Pewne jest jednak, że strach przed nieznanym nie przynosi żadnej realnej korzyści, a przyszłość – zawodową czy prywatną – mamy we własnych rękach.

Właściwe pytanie powinno więc brzmieć: czy trafnie wykorzystamy możliwości, jakie niesie technologia?