Bez kontekstu, to pytanie i odpowiedź byłoby co najmniej „słabe” i u palaczy od razu wywołałby protesty. O co zatem chodzi ? Dlaczego pachnące i świeże jabłko, zabarwione na czerwono, z początków września, kiedy jabłka mają najlepszy smak, może zastąpić śmierdzącego, białego jak śmierć i zapychającego płuca papierosa?
Nie, nie, nie chodzi w ogóle o walory smakowe, zapachowe lub zdrowotne. Chodzi o zupełnie co innego. Wiele razy obserwowałem bowiem, jak moi koledzy albo współpracownicy wychodzą na ćmika i przy okazji załatwiają wiele spraw, które „normalnie” wymagałyby umówionego spotkania. Robią to ot tak, jakby przy okazji, bez specjalnego wysiłku. Po prostu gadają, zaciągają się…, gadają, przypalają i … gadają … i w końcu coś ustalają albo wyjaśniają, albo po prostu wymieniają się informacjami.
Mój stosunek do papierosów łatwo odczytać z powyższych akapitów, lecz jako zarządzającego zastanowiła mnie kiedyś uniwersalność „ćmikowej” konwersacji i to, że często podczas niej znikają różnice poziomów/stanowisk, a rozmowa pomiędzy szefem i podwładnym jest mniej formalna. Jako szef nie wychodziłem „na ćmika” i nie tylko nie załatwiałem przy tej okazji jakichś spraw, lecz także nie załatwiano szybko i „bezboleśnie” różnych spraw ze mną. Dodatkowo, moi współpracownicy nie mieli „naturalnego” pola do nieformalnych spotkań i rozmowy.
Uwielbiam jednak jabłka i wszyscy w firmie to wiedzieli. Kiedyś wpadła do mnie późnym popołudniem dziewczyna i zapytała, czy nie mam czegoś na podorędziu do zjedzenia, bo nie chce się jej wychodzić na zewnątrz. Miałem jabłko. Była uradowana, zjadła w gabinecie, a przy okazji zamieniliśmy parę słów. Hmmm, mam cię „ćmiku” – pomyślałem sobie.
Od następnego dnia zacząłem do pracy przynosić jabłka, nie tylko dla siebie, lecz także dla współpracowników. Wybierałem takie najlepsze, myłem je, wycierałem, aby błyszczały i wystawiałem na stół w moim gabinecie. Mimochodem wspomniałem, że gdyby ktoś był głodny, albo miał jakąś inną potrzebę, to może do mnie wpadać „na jabłko”. Najpierw były nieśmiałe próby – jedna osoba. Później jabłka zaczęły znikać w szybszym tempie i zrobił się z tego zwyczaj. Oczywiście nie dla wszystkich, bo tak jak nie wszyscy chodzą „na ćmika”, tak też nie wszyscy wpadają do szefa „na jabłko”. Jednakże jabłka weszły do codziennego rytuału i towarzyszyły mi nie tylko przy spotkaniach „jeden na jeden”, kiedy ktoś miał potrzebę, lecz także przy spotkaniach wieloosobowych. Zauważyłem bowiem, że ludzie jedząc jabłka, wypowiadają się swobodniej i mają też czas na przemyślenie wypowiedzi. Kiedy przegryzają, dużo więcej się śmieją i częściej dochodzą do konstruktywnych ustaleń. Oczywiście nie przypisuję jabłkom jakieś magicznej siły, lecz uważam, że mechanizmy takich spotkań z jabłkami są podobne do tych, które występują przy wychodzeniu „na ćmika”. Z tym że moje rozwiązanie jest przyjemniejsze (w szczególności zimą), zdrowsze i bardziej elastyczne (jeżeli rozwiąże się problem z ogryzkami ?).
Zapraszam serdecznie na moje zajęcia na kierunku Happiness & Employer Branding, który startuje od 1 października.
Paweł Zawisza
Manager z ponad 20-letnim doświadczeniem zawodowym (bankowość, ubezpieczenia, fundusze), twórca firm i przedsięwzięć (w tym green field) osiągających sukcesy rynkowe (Santander TFI, Santander-Aviva TU). Dobry organizator, z „żyłką” innowacyjnego przedsiębiorcy (Alliance Partners), skutecznie zarządzający sprzedażą i marketingiem, zorientowany na wyniki przekraczające oczekiwania. Prowadzący zajęcia na kierunku Happiness&EmployerBranding.