Krzysztof Patkowski
Dziekan Wydziału Nauk Społecznych
“Na co dzień staram się przygotowywać ciekawym ludziom szczególne miejsce do nauki i praktyki, tak projektować nowe kierunki studiów w CDV, aby mogli jako absolwenci efektywnie i efektownie wkroczyć na rynek pracy. Robię to, ponieważ mam świadomość, i sam doświadczyłem tego podczas swoich studiów, iż na polskich uczelniach edukacja cały czas jeszcze sprowadza się do pamięciowego i mechanicznego przyswajania wiedzy. Osiem lat temu, szef jednej ze współpracujących z uczelnią firm zapytał mnie z wyrzutem, dlaczego absolwenci polskich uczelni nie umieją pracować w zespołach, skutecznie komunikować się, radzić sobie ze stresem i presją czasu. Udałem wtedy, że nie słyszę pytania, bo miałem świadomość, że i moim studentom może brakować tego rodzaju kompetencji. Od tego czasu staram się tworzyć wszystkie kierunki studiów tak, by łączyć w nich wiedzę z praktyką i kompetencjami społecznymi, które często mają decydujący wpływ na zdobycie przez absolwenta wymarzonej pracy”.
To było w pierwszym roku mojej pracy na stanowisku dziekana. Paweł był jednym ze studentów, z którymi miałem zajęcia na politologii. Bliżej poznaliśmy się, gdy pod koniec szóstego semestru, tuż przed obroną pracy licencjackiej, przyszedł do mnie na dyżur. Powiedział, że ma problem z jednym zaliczeniem i bardzo prosi o pomoc. Jeśli nie zda, nie ukończy studiów, nie będzie mógł zapisać się na studia magisterskie i straci rentę socjalną, z której w dużym stopniu utrzymywała się jego rodzina.
Paweł podchodził do tego zaliczenia już trzy razy, niestety bez rezultatu. Tłumaczył się, że musi pracować, żeby utrzymać siebie i rodzinę a w ostatnim czasie nie miał zbyt wiele czasu na naukę. Zapytał mnie, czy mógłbym porozmawiać z wykładowcą o możliwości wyznaczenia dodatkowego terminu zaliczenia. Mimo, że gdzieś w głębi serca rozumiałem jego sytuację, nie byłem specjalnie zachwycony wizją takiej pomocy. Pomyślałem sobie, że jeśli ktoś nie dał rady w trzech podejściach, to i czwarte nic nie zmieni. Dodatkowo wizja rozmowy z bardzo wymagającym, zasadniczym i pilnującym formalności profesorem nie wywoływała u mnie entuzjazmu.
Trochę na odczepnego, trochę, żeby móc w końcu pójść do domu – spotkanie z Pawłem było moim ostatnim w tym dniu i wypadło na 10 godzinę pracy – powiedziałem mu, że zajmę się sprawą, poprosiłem o kontakt w kolejnym tygodniu i… zapomniałem o wszystkim.
Paweł zadzwonił po kilku dniach. Żeby zyskać trochę czasu powiedziałem mu, że czekam jeszcze na odpowiedź profesora. To był ten moment, w którym trzeba było albo sięgnąć po słuchawkę telefonu, albo nie dzwoniąc, powiedzieć Pawłowi, że niestety nie udało się nic załatwić. Tak, przyszło mi do głowy również i takie rozwiązanie tego problemu. W końcu jednak wybrałem numer telefonu profesora. Zgodnie z przewidywaniami, profesor grzecznie, acz w krótkich, żołnierskich słowach, uświadomił mi, iż student zgodnie z regulaminem nie ma możliwości zdawania raz jeszcze, a w ogóle byłoby to nieuczciwe w stosunku do innych. Przyznałem mu rację i specjalnie dalej nie naciskałem ciesząc się w głębi duszy, że mam już to z głowy i można o całej sprawie zapomnieć.
Dwa dni później Paweł przyszedł do mnie na dyżur ponownie. Chcąc załatwić to szybko powiedziałem, że rozmawiałem z profesorem, zrobiłem wszystko co w mojej mocy, ale niestety będzie musiał za rok powtórzyć ostatni semestr studiów. Paweł przyjął to spokojnie, choć miałem wrażenie, jakby zgasły mu oczy. Był zasmucony. Spojrzałem uważniej i dopiero wtedy zobaczyłem, jaki był zmęczony.
“W tym samym momencie Paweł powiedział, że w takim razie będzie musiał zrezygnować ze studiów i zająć się tylko pracą. Ogromnie mi też dziękuje, że tak bardzo zaangażowałem się w tę sprawę i chciałem mu pomóc. Wyszedł, a mnie zrobiło się wstyd”.
Następnego dnia zadzwoniłem ponownie do profesora. Nie była to łatwa rozmowa. Ostatecznie profesor zgodził się raz jeszcze przepytać studenta, dając mi jednak jednoznacznie do zrozumienia, że więcej nie życzy sobie tego rodzaju telefonów.
Zadzwoniłem do Pawła. Powiedziałem, że ma jeszcze jedną szansę i MUSI zdać. Przyszedł do mnie w dniu egzaminu. Wyglądał jak zjawa. Uczył się przez kilka nocy, po pracy. Długo czekałem na jego telefon. Zacząłem się denerwować.
W końcu zadzwonił. Zdał.
Później napisał pracę magisterską, a właściwie prawie doktorską, bo liczy ponad 350 stron.
Po obronie dostałem od niego książkę z dedykacją. Napisał tam: „Za wszystko z całego serca dziękuję. Jestem szczęśliwy i dumny, że moja praca magisterska powstała pod pana kierownictwem. Cieszę się, że ten etap mojej 5-letniej podróży edukacyjnej dobiegł końca. Jestem zaszczycony, że mogłem poznać pana i kadrę wykładowców WSNHiD, a później Collegium Da Vinci. Wierzę, że koniec tej ścieżki kształcenia rozpocznie nowy, równie owocny rozdział mojego życia”.
Dzisiaj Paweł kończy studia doktoranckie. Mam nadzieję, że niedługo odwiedzi mnie już jako doktor. Warto było wykonać ten telefon.
Projekt „Ciekawych ludzi historie”
Historia Collegium Da Vinci to przede wszystkim historie ludzi, którzy ją tworzą – historie ludzi ciekawych, na co dzień pracujących w CDV. Wielu z nich zdecydowało się opowiedzieć o uczelni spisując swoje wspomnienia… oddając w ręce czytelników kawałek siebie. Opowieści prorektora i dziekanów, kierowników katedr i pełnomocników, a także dyrektorów i specjalistów w pionie administracji, najlepiej powiedzą Wam kim jesteśmy i jakie wspólnie tworzymy miejsce.
Publikację „Ciekawych ludzi historie” zrealizowaliśmy we współpracy z dr Moniką Górską – reżyserem, wykładowcą, autorem, mentorem, twórcą Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego online i jej Fabryką Opowieści.
Pobierz całą publikację w pliku PDF: Ciekawych ludzi historie