Rekrutacja 2026/2027 wystartowała!
Aplikuj
Blog Ciekawi ludzie
16.10.2019

Skarbonka

Judyta Kotarba
Kierownik Centrum Nowoczesnej Edukacji

Rekrutacja na rok akademicki 2026/2027 trwa.

Aplikuj

Judyta Kotarba

Pełnomocnik Rektora ds. Tutoringu

Z wykształcenia pedagog i politolog. Od 2010 roku związana z Wyższą Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, następnie Collegium Da Vinci. Wykładowca polskiego języka migowego oraz członek Towarzystwa Tłumaczy i Wykładowców Języka Migowego „GEST”. Pomysłodawca i współorganizator konferencji „Osoby z uszkodzonym słuchem – proces świadomego uczenia”. Współprowadząca pierwszy w Europie koncert piosenek w języku migowym, od którego zaczęła się przygoda z PJM.

– Świąt w tym roku u nas nie będzie! – po tych słowach Basi zapadła cisza.

Był rok 2010. Na pierwszym roku studiów (wtedy nazywaliśmy się jeszcze Wyższą Szkołą Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa) poznałam świetną dziewczynę. Uśmiechniętą, służącą dobrą radą i pomocą. To była Basia.

Podczas jednego z listopadowych zjazdów zawalił się jej świat. Właśnie skończyła bardzo dobrą prezentację, kiedy odebrała sms od męża. Rozpłakała się w jednej chwili. Wybiegając z sali rzuciła tylko: mój synek miał wypadek!

Wstrzymaliśmy oddechy. Nikt nie wiedział co powiedzieć.

Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że podczas rodzinnego wypadu na basen, jej synek Bartek zachłysnął się wodą. Tak niefortunnie, że zapadł w śpiączkę.

To był dla Basi ciężki czas. Zniknęła z uczelni. Koleżanka ze studenckiej ławy robiła jej notatki, inni usprawiedliwiali nieobecności na zajęciach.

Informacje, jakie docierały do nas o stanie zdrowia Bartka, niepokoiły. W końcu na zajęciach pojawiła się sama Basia i opowiedziała,jaka jest sytuacja. Widziałam, że walczy ze wszystkich sił, ale widziałam też, jak była zmęczona. Basia, oprócz Bartka, miała jeszcze dwójkę małych dzieci. Teraz, gdy chłopiec wymagał ciągłej opieki, musieli z mężem dzielić się dodatkowymi obowiązkami. Gdy jedno szło do pracy, drugie zajmowało się chorym synkiem i pozostałą dwójką. Mijali się.

W końcu Basia zrezygnowała z pracy. Przed nią była żmudna i droga rehabilitacja syna.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Coraz częściej wędrowałam myślami do rodzinnego domu na Śląsku i chętnie włączałam się do babskich rozmów na temat kulinarnych tradycji: lepienia uszek, bigosów, pieczenia makowców i serników. To wtedy ktoś zapytał:
– A jak będzie u Ciebie, Basiu?
– Świąt w tym roku u nas nie będzie. Nie stać nas na nie. Wydaliśmy wszystkie pieniądze na łóżko przeciwodleżynowe. A to dopiero początek wydatków.

Zapadła cisza, podobna do tej, kiedy Basia wybiegała z sali, po odebraniu wiadomości o wypadku. Cisza, która ciąży, bo nie wiesz, co powiedzieć, bo wydaje Ci się, że każde słowo jest nieodpowiednie. W tym momencie nie myślałam już o wyjeździe do domu, choć bardzo tęskniłam za moją rodziną.

“Myślałam o Basi. Co zrobić, by chociaż na chwilę na jej zatroskanej twarzy pojawił się uśmiech?”

To wtedy pomyślałam: zróbmy zbiórkę. Omówiłam szczegóły z koleżankami. Bez problemów dostałyśmy zgodę na przeprowadzenie akcji na terenie uczelni. Zbiórka miała trwać cały weekend. Kupiłyśmy dwie skarbonki i… nasza odwaga się skończyła. Zbiórka na naszym roku była łatwa, wyjście do innych już takie łatwe nie było.

Przyszła niedziela. Na korytarzu kłębił się tłum studentów z innych kierunków. Gdyby choć garstka tego tłumu – pomyślałam – dorzuciła się do skarbonek, byłoby cudownie! Ale jak to? Mamy wyjść do obcych ludzi i prosić o pieniądze?

I wtedy zrozumiałam jedną rzecz: skoro tak trudno jest mi prosić o pieniądze, i to nie dla siebie, to jak trudno musi być Basi prosić o pomoc. I dlaczego tego nie robi. Ruszyłyśmy.

Studenci, po wysłuchaniu historii Basi, obcej przecież dla nich osoby, dorzucali swój grosz. Byłyśmy zaskoczone i wzruszone. Jeden z nich, pamiętam, bo był bardzo przystojny, wziął naszą skarbonkę i sam przeszedł się wśród kolegów, którzy nie pytając, wrzucali pieniądze do puszki.

Nasze skarbonki stawały się coraz cięższe, a nasza radość coraz większa. Nie wiedziałyśmy, ile udało nam się zebrać pieniędzy, ale wiedziałyśmy, że na święta na pewno wystarczy. Studenci nie zawiedli.

Na koniec niedzielnego zjazdu wręczyliśmy Basi dwie, ciężkie i przyjemnie brzęczące skarbonki. Nie spodziewała się tego, bo akcję udało się utrzymać w tajemnicy. Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy, na której niedowierzanie mieszało się z radością. I tych łez, które poleciały nagle po jej policzkach.

Gdy jechałam na święta pociągiem do Katowic, w moje rodzinne strony, rozpierała mnie duma. Z tego, że jestem częścią społeczności, która choć tak różnorodna, czuje tak samo. I potrafi czynić dobro.

Projekt „Ciekawych ludzi historie”

Historia Collegium Da Vinci to przede wszystkim historie ludzi, którzy ją tworzą – historie ludzi ciekawych, na co dzień pracujących w CDV. Wielu z nich zdecydowało się opowiedzieć o uczelni spisując swoje wspomnienia… oddając w ręce czytelników kawałek siebie. Opowieści prorektora i dziekanów, kierowników katedr i pełnomocników, a także dyrektorów i specjalistów w pionie administracji, najlepiej powiedzą Wam kim jesteśmy i jakie wspólnie tworzymy miejsce.

Publikację „Ciekawych ludzi historie” zrealizowaliśmy we współpracy z dr Moniką Górską – reżyserem, wykładowcą, autorem, mentorem, twórcą Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego online i jej Fabryką Opowieści.

Pobierz całą publikację w pliku PDF: Ciekawych ludzi historie