W ostatnich tygodniach dzieje się tak dużo, że powoli zaczynamy się do tego przyzwyczajać. Do zamieszania, do ciągłego śledzenia informacji płynących z mediów, a przedsiębiorcy do niepokoju o swoje firmy. Nie chodzi tu „tylko” o obroty i sytuację finansową prowadzonego biznesu. Zdajemy sobie przecież sprawę z tego, że należy postawić cudzysłów przy wyrażeniu „tylko” ponieważ za spadkiem obrotów, zmniejszeniem zamówień, brakiem realizacji zleceń i w efekcie pogorszeniem płynności zawsze stoją losy pracowników i ich rodzin. Nawet jeśli nie jest jeszcze źle, to nieprzewidywalność sytuacji powoduje, że „nigdy nie jest tak, że nie może być gorzej”.
Prezesi, członkowie zarządu, dyrektorzy, rada nadzorcza, kadra zarządzająca – dla nich wszystkich to naprawdę trudny okres. Klienci biznesowi potrzebują wsparcia i zrozumienia jak nigdy dotąd. Znajdujemy się w szczególnym czasie, który jak w soczewce pokazuje, czy potrafimy działać pod presją czasu i pod dużym napięciem. W środku tych procesów znajdują się prawnicy. Wspólnie szukamy rozwiązań, także tych trudnych związanych z optymalizacją zatrudnienia, zasad wynagradzania czy czasu pracy, których wspólnym mianownikiem jest cięcie kosztów.
Czy da się zarządzać firmą bez całościowego spojrzenia na wszystkie procesy, które w niej zachodzą? „Nie da się dzisiaj zarządzać tylko jej częścią. Tak jak nie da się zarządzać tylko lewą czy tylko prawą ręką. Dopiero połączenie ich obu w sprawne narzędzie daje ci konkretne i wymierne efekty.” To słowa napisane przez Łukasza Kucińskiego. Jako prawnik na co dzień pracujący ze światem biznesu i prowadzący Kancelarię absolutnie zgadzam się z tym twierdzeniem.
Z mojego punktu widzenia, czyli punktu widzenia adwokata doradzającego w sprawach związanych z podejmowaniem strategicznych decyzji w przedsiębiorstwach, ale też zajmującego się usprawnianiem codziennych firmowych procesów dotyczących obszarów prawnych, sprawa jest jasna, ale oczywiście spoglądam na to zagadnienie jako prawnik.
Działanie kadry zarządzającej nie może dotyczyć jednego, wybranego obszaru firmy. Oczywiście, każdy specjalizuje się w innych zagadnieniach i jest ekspertem w swojej dziedzinie. Inaczej nie byłby tam, gdzie jest. Nie można jednak przecenić znajomości pewnych dziedzin prawa przez dyrektorów zarządzających, członków zarządu, wspólników czy członków rad nadzorczych. Jest to szczególnie widoczne teraz, gdy w świecie Covid-19 ustawy uchwalane są w nocy, a już następnego dnia gorączkowo od rana poszukiwane są rozwiązania, które byłyby korzystne dla firmy. Zrozumienie pewnych zagadnień umożliwia całościowe spojrzenie na potencjalne możliwości i ryzyka, bez konieczności skupiania się na szczegółach, wobec których wiadomo, że nie są istotne. Doceniam za to moich klientów. Potrafią w ten sposób pracować i osiągają swoje cele. Robią wszystko, żeby utrzymać swoje firmy w dobrej kondycji, ale nie sprowadza się to tylko do zwiększonej pracy „w czasie zarazy”. Od lat nabywają coraz to nowe kompetencje i wiedzę, też prawną. Ja staram się rewanżować poprzez poznawanie i zrozumienie specyfiki ich biznesów.
Co ciekawe, od dłuższego czasu słyszę, ponownie przytaczając przysłowie, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia” albo „wiem, że nic nie wiem” i od osób, które są bardzo aktywne na polu poszerzania wiedzy i swoich obszarów kompetencyjnych. To ostatnie szczególnie mocno wybrzmiewa w związku z regulacjami prawnymi, które w ostatnich latach były najżywiej omawiane ze względu na swoją odmienność. Przepisy dotyczące RODO oraz AML czyli ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, które w wielu przedsiębiorstwach były powodem do wprowadzenia znacznych zmian, opierają się na nowym założeniu czyli na formule tzw. risk based approach. Oznacza to, że przepisy nie wskazują już konkretnie, co należy zrobić, jakie dokładnie wymagania należy spełnić, jakie konkretnie procedury muszą być spełnione „krok po kroku”. Przepisy nakładają na ich adresatów większy obowiązek, a mianowicie związany z tym, że to oni muszą sami stosować takie metody i środki, aby osiągać cele określone w prawie. Oczywiście, nie ma tu pełnej dowolności, są konkretne wytyczne, ale nie można już liczyć na to, że proste przeczytanie przepisu i stosowanie się do jego brzmienia będzie oznaczało ich realizowanie. To adresaci norm prawnych, znający specyfikę działalności swoich firm mają obowiązek takiej identyfikacji ryzyka, takiego ułożenia procesów i znalezienia takich narzędzi, a także obowiązek takiej interpretacji przepisów, aby sprostać celom określonym przez prawo.
Brzmi to skomplikowanie i takie w istocie są przepisy oparte na formule risk based approach. Pojawienie się tych regulacji uświadomiło wielu osobom na stanowiskach zarządczych konieczność poznania pewnych regulacji i poruszania się w obszarach związanych z prawem. Nie można też zapominać o tym, że przedsiębiorca może ponieść naprawdę dotkliwe sankcje, w tym finansowe, za niewywiązanie się z tych przepisów. Nie sposób również zapominać o sankcjach i karach finansowych nakładanych bezpośrednio na kadrę zarządzającą, o czym wielu zdaje się zapominać.
Wracając do koronawirusa i tego, że warto wiedzieć więcej, chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym ważnym aspekcie, którego istnienie zaznaczyłem w poprzednim zdaniu. Dotyczy on odpowiedzialności kadry zarządzającej, w tym członków zarządu. Typowym przykładem jest przepis zawarty w art.299 Kodeksu spółek handlowych. Jeżeli egzekucja przeciwko spółce z o.o. okaże się bezskuteczna, solidarnie za jej zobowiązania odpowiadają poszczególni członkowie zarządu. Oczywiście, członek zarządu może się uwolnić od odpowiedzialności. To na jego barkach spoczywa jednak obowiązek udowodnienia na przykład tego, że we właściwym czasie zgłoszony został wniosek o ogłoszenie upadłości. Członek zarządu, broniąc się przed taką odpowiedzialnością może również wykazywać, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy, albo że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości wierzyciel nie poniósł szkody. Jak to zrobić, kiedy należy taki wniosek złożyć, jakie kryteria o tym decydują, czy ma znaczenie to, że dany członek zarządu nie zajmuje się sprawami finansowymi, a zupełnie innym obszarem?
Wiedza daje spokój, nie tylko ten związany z losami firmy, ale też dotyczący poszczególnych osób. Ten spokój jest z kolei podstawą do podejmowania decyzji, szczególnie w okresie takiego napięcia i niepewności, z jakimi mierzymy się obecnie. Wiedzę można zdobywać przez lata, mając chęci i otwarty umysł, uczestnicząc w pracach poszczególnych działów firm, czy czytając i samodzielnie wyszukując informacje. Można ją zdobywać szybciej dzięki różnego rodzaju kursom czy studiom, wśród których oczywisty prym wiodą studia Master of Business Administration (MBA). Wiedzę można w końcu systematyzować w każdy z tych sposobów. Ja polecam do tego rozmowę z prawnikiem, który w prosty wytłumaczy i doradzi, ale też pomoże zrozumieć zasady rządzące obszarami związanymi z działalnością firmy oraz obszarami kompetencyjnymi tych, którzy zarządzają przedsiębiorstwem i biorą udział w kluczowych procesach jako członkowie Rad Nadzorczych czy wspólnicy.
Dlaczego zatem warto wiedzieć więcej? W mojej ocenie dlatego, że podejmowane decyzje nie tylko będą dzięki temu trafniejsze, także z punktu widzenia całej firmy, czy w krótszej czy dalszej perspektywie, ale przede wszystkim będą podejmowane sprawniej i z większym poczuciem bezpieczeństwa, czego wszystkim, także sobie, życzę.